Streszczenie:Coraz częściej z usług firmy transportowej korzystają bezpośrednio nieoficjalni organizatorzy turystyki: ksiądz, nauczyciel, szef klubu sportowego, sekretarka prezesa znanego przedsiębiorstwa. Trudno określić, po co w Polsce wprowadza się przepisy, z których wynika, że kontrolom i karom podlegają tylko Ci, którzy zgłosili się do rejestru Organizatorów Turystyki, ci pozostali są nietykalni. Ponad 90% zleceń na usługi transportowe jest zlecane przez osoby prywatne - to świadczy o skali szarej strefy w turystyce.
Pełna treść wiadomości: Jaki skutek to ma dla branży ? Łatwo policzyć. Kasa ucieka przez palce, ceny usługi są zaniżone o podatek VAT. Nie trudno policzyć, że pielgrzymka na jedną osobę to około 2000 zł, co daje przy 50 osobach około 100.000 zł przychodu. Przy marży około 20% daje to około 4 tysięcy podatku VAT. No ale oczywiście prowadzący bez licencji organizację turystyki nie jest podatnikiem VAT. Ile na tym traci Państwo - łatwo policzyć podatek VAT i podatek dochodowy - czyli około 8000 złotych. Łatwo policzyć, że produkt jest tańszy ale czy faktycznie o 8% podatków ? Więc o co chodzi ? Często o wyborze -nie - Organizatora” Turystyki decyduje jego dominująca rola narzucająca taki charakter zawierania transakcji, a nie profesjonalizm i znajomość turystyki. Jest to o tyle przykre, że zwykle osoba kierująca wycieczką wyjeżdża po raz pierwszy z miejsca zamieszkania, dotychczas żyjąc przy szkolnym biurku albo parafialnej atmosferze. Nietrudno tu zauważyć, że osoba organizująca - ksiądz, nauczyciel już od początku jest niezorganizowana. Nie potrafi zaplanować odpowiednich czasów przejazdu. Noclegi często są pomijane, pasażerowie spędzają noce w autokarze, a kierowcy odpoczynki - spędzają w 40 stopniowym upale w centrum miasta na parkingu. Ale to szczegół. Często zdarza się, że zarezerwowane miejsca w hotelu - nie są potwierdzone, hotel jest zamknięty - bo w remoncie, program nie jest realizowany, panuje ogromna nerwówka, bo przejazd nie jest planowany i nie można zrealizować zapisanego programu turystycznego. Oskarżają Ci pseudo Organizatorzy wówczas kierowców, doszukują się błędów w tym, że autokar to nie samochód osobowy, a przecież planowali czas przejazdu na internetowej mapie i średnia na godzinę była 120km/h. Nie zdają sobie Ci pseudo organizatory świadomości z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa, naruszają normy, które w przypadku faktycznego Organizatora Turystyki znalazłyby miejsce na pierwszych stronach gazet i w innych mediach. Jednakże Ci pseudo organizatorzy starają się być zorganizowani - poprzez oszczędności w formie jednorazowych zupek przez kilka dni spożywanych przez pasażerów, poprzez noclegi w hotelach z pokojami wieloosobowymi bez łazienki, bez jakichkolwiek dodatkowych atutów. Co ciekawe uczestnicy to pielgrzymi albo uczniowie szkół. Nie skarzą się, nie walczą o jakość usługi turystycznej. Starają się przeżyć. Co ciekawe tłumaczą sobie to osiągnięciem celów pielgrzyma, mimo, że w tym wyjeździe nie ma charakteru pielgrzymki. A dzieci z nauczycielem ? Nauczyciele na zielonej szkole nie przejmują się losem dzieciaków. Nie interesują się, wręcz unikają kontaktów z dzieciakami. A może bawią się w lekarza ? A może piją ? Oczywiście, że piją, robią prawie wszystko co dorośli, chcą pokazać, że dobrze bawią się. Te dzieciaki naśladują dokładnie dorosłych. A co nauczyciele ? No właśnie uciekają przed dzieciakami i stwarzają sobie świat zamknięty, że są na cudownych wakacjach bez dzieciaków. A kto pilnuje dzieciaków ? To jest dobre - nikt !!! Czasem zdarza się, najczęściej w Polsce, że gestor bazy noclegowej przejmuje rolę opiekuna dla dzieciaków, a nauczyciele wówczas hasają po okolicy. No ale oczywiście Ci pseudo organizatorzy poszerzają co roku swój zasięg. A biura podróży ? To jest najlepsze - mają kontrole z UOKiK, Marszałka danego województwa, media które codziennie straszą, fora dyskusyjne, na których są szkalowane i oskarżane, KRD, który kraka o długach biur podróży, urząd skarbowy, który kontroluje właściwie policzoną marżę oraz naliczenie na drukarkę fiskalną przychodu gotówkowego. A co na to polskie lobby turystyczne ? Próbuje walczyć o swoje prawa przedsiębiorcy, ale trochę nieudolnie - jakoś taksówkarze w Warszawie potrafili wywalczyć, że po Warszawie będą jeździły tylko taksówki warszawskie, a nie ksiądz, nauczyciel, a może emeryt lub student - tak przypadkowo, aby dorobić sobie...
Brak uregulowań o szarej strefie w branży turystycznej świadczy o ogromnej nieudolności rządzących i naraża coraz bardziej budżet państwa.
Źródło: Dariusz Cieśla